Niezwykle naczelny i defektowy budowla stojący gdzieś na uboczu miasta. Wyglądający jak na przykład wielgachny betonowy blok rzucony nie inaczej po prostu na ziemię. Całość w poprzednio było odrażające, z zewnątrz uwagę zwracała szarość zaś zasępiony natura tego ohydnego budynku, tynk odpadał całymi płatami odkrywając czerwoną wyblakła z wykorzystaniem lata oraz zmurszałą cegłę, kiedy jeśli jakaś okrutna choroba trawiła tę stertę betonu. Profile elewacyjne nieduże okratowane jak w więzieniu spróchniałe okna, na których nie pozostała już nawet ciałko farby zdawały się ziać pustką, jaka panowała wewnątrz. Jedyną rzeczą, która zdawała się być na właściwym miejscu były okalające okna i drzwi profile elewacyjne, które dzięki upływowi czasu ano zaczęły przypominać niegdysiejsze dekoracje rodem ze starożytnej Grecji, co czyniło je naprawdę pięknymi zaś nadawało temu posępnemu budynkowi jakiś wdzięk. Ten paskudny budowla, który wewnątrz był równie obraźliwy podczas gdy na zewnątrz, był moim domem.